camilla | e-blogi.pl
Blog camilla
fade to black 2015-04-04

Czekanie to chyba najgorsza rzecz w życiu człowieka zaraz po nadziei, która przecież właściwie łączy się z czekaniem. Czekanie na wiadomość, czekanie na telefon, wmawianie sobie, że to przecież musi kiedyś nastąpić. Odwlekanie, wymyślanie scenariuszy, jeszcze tydzień, za tydzień znów ta sama formułka. Zatęskni, przecież musi kiedyś zatęsknić, przecież mówił, że mnie kocha, że jestem jego skarbem. Przecież mówił. Obiecał, że nigdy nie będziemy dla siebie obcy. OBIECAŁ. Milion słów, którymi chcę go zaatakować. Otwieranie setki razy karty z jego imieniem i nazwiskiem, żeby napisać coś stosownego, żeby się ucieszył, wzruszył, pomyślał "kurwa jak ja za nią tęsknię", żeby go nie urazić, żeby znowu nie dostał zawrotów głowy i stresujących myśli "czy ona nigdy nie przestanie mnie napastować?". Ile już było tych niewysłanych wiadomości, łez na samo wspomnienie. Ile było nieprzespanych nocy i urywanego oddechu bólu, żeby tylko go dotknąć, żeby złapać z nim kontakt, jakikolwiek. Ile było snów, że jestem już o krok od niego. Żeby chociaż go zobaczyć, żeby zrzucić z siebie pustkę, chociaż na moment dostać tej wybawiającej ulgi. Przecież tak bardzo się starałam, żeby już nie wracać do tego rozdziału. Jest tu, nade mną, zaledwie kilka metrów, nie mogę go dotknąć, ręce mi drżą na samą myśl, że siedzi tam nade mną i leży sobie w swoim łóżku, w swoim domu. Być może siedzi tam teraz z kimś, a może tęskni, choć troszkę, minimalnie. Może choć przez chwilę myśli, że jestem tu na dole, że chciałby rzucić wszystko i zejść na moment, żeby mnie przytulić. A może ma już kogoś nowego i bycie tu przez te kilka dni świąt jest okresem przejściowym, etapem w grze, który trzeba przejść. Uciekamy od siebie nawzajem, nawet ja uciekam. Wołałabym chociaż na moment go zobaczyć, niż czuć go nie mogąc go dotknąć. To takie śmieszne a zarazem dołujące. Dotykam jego zdjęcie, który to już raz. Nie wiem na co czekam. Od dnia, w którym stąd wyjechał przestałam chyba wiedzieć cokolwiek. Zaczęłam odliczać dni do jakichkolwiek świąt, żeby tylko tu był, co mi to daje? Przecież i tak go nie widzę. I mogłabym mówić, że to największy tchórz, bo uciekł stąd. Taki bohater "ja uciekłem, ty zostajesz". Na początku nawet tak myślałam ale teraz wiem, że to miasto to była jego zapadnia, niszczyła go z dnia na dzień, nie było wyjścia. Zazdroszczę mu, że wyrwał się z tej patologi. Nie ma słów, którymi mogłabym określić jak bardzo za nim tęsknię. To już nie jest tęsknota. Zapadam się, coraz niżej... żyję jak roślina i czuję, że nikt oprócz niego nie może mnie uratować. Niby żyję jak każdy normalny człowiek. Wstaję rano, jadę do szkoły, oceny mam całkiem niezłe, chodzę na treningi, słucham muzyki, bez przerwy, jakby miała uleczyć moje rany. Mam cudownych przyjaciół, którzy martwią się o mnie, chcą mi jakoś pomóc. Ale jak można wypełnić pustkę po największej miłości Twojego życia? Każdy dzień nikle różni się od poprzedniego. Właściwie nie ma różnicy, choć przecież dzieją się różne rzeczy, ale bez niego to  już nie to samo. Wychodzę wieczorem, codziennie o tej samej porze na papierosa na "nasze osiedle" i wyobrażam sobie, że jest tu ze mną, czasem nawet idę na korytarz i paląc wydaje mi się, że zaraz wyjdziesz, zaraz mnie przytulisz, jak kiedyś. Pójdziemy na spacer i zbierzemy nawzajem stek pierdół z całego dnia. Później porwani wonią seksu kolejny raz damy się ponieść emocjom. Nie mam już żalu, nie czuję nienawiści.  To wszystko było z bezsilności, wiem to. Za wszelką cenę chciałam Cię mieć. Jednego dnia chciałam, żebyś był, drugiego wieszałam psy. Teraz tu jesteś. Chyba im bliżej jesteś, tym bardziej czuję tą siłę w głowie, żeby napisać. Cokolwiek, żeby tylko ze mną porozmawiał, zainteresował się. Już nie chcę nawet seksu, już przestałam go pragnąć. Chcę tylko, żeby wybawił mnie z bólu, z tego kurewskiego bólu, który nigdy mnie nie opuszcza. To jest już z kolei pustka, której nikt nie jest w stanie wypełnić. Po prostu. On jest mną. I tu przerywam, po raz czwarty już gorzko płacząc.


TY. 2015-04-03

Więcej bólu, więcej łez, więcej papierosów.


Tak, to święta, znowu Ty.


Znowu uszczerbki na moim zdrowiu zacisną mi pięść


na gardle.


Znowu może los będzie na tyle łaskawy,


że chociaż przez chwilę spojrzę ci w oczy


i miniemy się blisko, choć przecież tak daleko..


A może znowu będziesz się chować, uciekać


i wymyślać te chore ceremonie żeby tylko się nie zobaczyć.


Bo przecież uciekłeś tu jak tchórz i zapomniałeś, że


kiedykolwiek był ktoś taki, jak ja ;)


Zapomnienie 2015-03-26

Zapomniałam smaku Twoich ust,


został mi po tobie bukiet suchych róż.


Wszystkie wspomnienia, jakby ich nie było


gdzie się podziała nasza beztroska miłość?


Uciekłeś stąd, zostawiłeś mnie


serce do  Ciebie wciąż tak ślepo lgnie.


Milion naszych dni przeplata się wszędzie,


czuję Twoją obecność powoli.. boję się co będzie.


Chcę tej bliskości na myśl której kruszy się cierpienie,


chcę oddać się w Twe ręce znów, gorzkie zapomnienie.


Wśród kropli na szybie szukam Twoich słów


wszystko to kolejny raz rozwiewa wiatru szum.


Skończyłeś to,  zamknąłeś jak bagaż złych doświadczeń


a przecież to wszystko działo się naprawdę.


Ból rozdziera mnie każdego dnia,


daj mi siebie, daj,... kolejny raz.


Nad przepaścią 2015-02-18

Każdy dzień wywołuje te stare dni. Coraz więcej naszych dni ponagla się we mnie, chociaż próbuję je zamknąć, zadusić i zamknąć. Nie da się. Wracają do mnie nagle, nie wiadomo skąd. Myślę tylko, że muszę stąd uciec tak, jak Ty. Mój wyidealizowany mężczyzna, wszystko w nim jest takie męskie, że padam na kolana. A przecież nie można znienawidzić kogoś, kto jest idealny w Twoim umyśle. Nie myślę nawet dopuścić kogoś innego do mnie, nie chcę innego, brzydzę się. Ta pustka w moim sercu i głowie musi być ze mną bo bez niej nie umiem żyć. Kiedy już wydaje mi się, że o Tobie zapomniałam znowu pojawia się jakiś szczegół, który tak usilnie przywraca wszystkie wspomnienia. Mój wyidealizowany mężczyzna od pół roku nawet nie zapytał mnie co słychać. Zaszył się w swojej Anglii, światowiec. Od pół roku to tylko ja wciąż wypisuje, że może na mnie liczyć, że gdyby chciał pogadać to ja zawsze jestem, że go kocham. Ale on woli wszystko zrobić sam i nawet gdyby miał umrzeć to przecież jestem ostatnią osobą, która by o tym wiedziała. Mój mężczyzna płacze teraz gorzko, bo stracił babcię. Swoją ukochaną, najdroższą babcię, która, jak tłumaczy, była jego mamą. To straszne i bolesne przeżycie. Ale dlaczego mnie to aż tak boli? Jest środa, 11.02. i dochodzi godzina 14.00 myślę o tym jak mój mężczyzna jest teraz na cmentarzu i żegna się ze swoją babcią, ze swoim dzieciństwem, z tyloma sentymentami, które go tu trzymały. Boli mnie, ściska, nie mogę przestać o tym myśleć, że on teraz cierpi. Chcę wziąć na siebie cały jego ból, żeby on nie cierpiał. Czy to już podchodzi ponad normę? Mówi mi, że nie wróci tu już, że nie będzie tu mieszkał i jakoś nie boli mnie to w momencie przeczytania tej wiadomości. Zależy mi tylko, żeby mnie nie odpychał, żeby pokazać mu jak bardzo może na mnie liczyć. Kurwa... za każdym razem ilekroć mnie odpycha tym bardziej mnie do niego ciągnie. To niesamowite, jak to działa? Wysyłam mu milion wiadomości, że tak bardzo chcę żeby przyszedł. Każde nasze spotkanie kończy się jednym ale teraz... teraz nabrałam tej odwagi, żeby złapać go za rękę, żeby prosto w oczy powiedzieć ile dla mnie znaczy, jak bardzo go kocham, jak bardzo może na mnie liczyć. Zacząć go uspokajać, niech płacze, niech płacze razem ze mną. Przecież to żaden wstyd, w końcu jestem jego aniołkiem, serduszkiem. Ale  Boże, dlaczego on tego nie chce? POWIEDZIAŁ, ŻE JUŻ NIE WRÓCI DO ŻYCIA W TYM SYFIE. Chyba go trochę rozumiem, tylko dlaczego nadal tak bardzo mnie to boli, przecież minęło już pół roku odkąd tam wyjechał. Chciałam tylko się z nim kochać, jak nigdy, całować jego serce i być tak głęboko wewnętrznie łącząc się w bólu w tym masochistycznym seksie, który krzywdzi nas oboje. Nie przyszedł. Kolejny raz nie przyszedł i zaczął mnie unikać. Sam mi się przecież przyznał, że mnie unika, ale kurwa jak on może mnie unikać za te wspólne dni, chwile, wspomnienia, za nasze dziecko, które oboje zabiliśmy, nie zdając sobie chyba sprawy z konsekwencji, za wspólnie wypalone papierosy w radości, szczęściu, smutku i żalu, za poświęcone całe moje życie wyłącznie jemu. Przecież to mój skarb, przecież ja też go potrzebuję. Ale ja jestem tłem, najważniejsze jest, żeby on nie cierpiał.  Bo przecież jest dla mnie wszystkim. Jeszcze bardziej wszystkim niż kiedyś...


... 2015-01-28

Znowu sieję tu ziarno martwej miłości. Nie jest to już w żaden sposób napiętnowane z Twojej strony. Po prostu masz to w dupie. Nie mogę już dowiedzieć się faktów o Tobie, nie mogę wyjść na podwórko, napisać do Ciebie, gdzie posłusznie przyjdziesz żeby wysłuchać mojej formułki. Nie mogę już w każdej chwili jaka tylko mi się zachce Cię mieć. Nie mogę już pieprzyć się z Tobą przy każdym spotkaniu. Nie mogę Cię widzieć, nie mogę czuć Twojego zapachu, który leczył każdą moją paranoję. Nie mogę Cię już wytrącić z równowagi i wprawić w szał, nie mam nad Tobą żadnej kontroli. Nie mogę nic. Nie mogę krzyczeć, płakać, zmusić Cię groźbami, żebyś napisał. Wyjść, wywrzeszczeć Ci, że Cię kocham albo szukać pocieszenia w Twoich małych ramionach, kiedy jest mi źle SCHOWAĆ się w nich jak w moim małym świecie i wmawiać sobie, że Ty przeżywasz to razem ze mną. Nie mogę zrobić nic, żebyś tu przy mnie był i odpierdalał cyrki po alkoholu. Nie mogę pijana, pod wpływem zielonego gówna znaleźć Cię i objąć za szyję, żeby wszystko co złe już ze mnie zeszło. Nie możemy palić razem papierosa w ciszy i wciąż powtarzać to samo pytanie "co dalej"? Nie ma Cię tu i to największy koszmar, kiedy wymieniam kolejny raz to słowo "nie mogę", "nie mogę"... A prawda jest taka, że nie mogę już nic. I co z tego, że miałam obsesję, co z tego, że tu byłeś, co z tego na co ja liczyłam? Przecież jest to pieprzone słowo między nami "nie mogę". Jak granica, jak przeklęte zaklęcie, jak zła passa wciąż mnie dusi, unieruchamia. Rozmawiamy...czekałam tu na ciebie dwie godziny mówię, dwie godziny na tym przeklętym korytarzu i spodziewałam się euforii, o... jesteś czy te wredne spojrzenia, nieumiejętność wypowiedzi na żaden temat, ten wredny uśmiech zakłopotania, który tak kocham. I siedzę, rozmawiamy dwie godziny na zimnym korytarzu, jakbym gadała z obcą osobą, coś ciągnie ale nie wiem co, to takie dziwne i nieznane... żegnamy się, chcę żebyś mnie przytulił, i czuję ten zapach przez sekundę ale nie chcę się wczuwać, żeby potem nie umierać każdego dnia ponownie na nowo. Myślę, masz już tam kogoś i dlatego robisz to w taki zimny sposób. Smutno mi. Odchodzę i znowu napędzam Cię w chęć seksu, przyjdź tu, zrób to, mówię tak, jakbym miała go zabić za odmowę. A jednak... babcia jest bardzo chora, nie chcę peszyć, nie wiem co mam Ci mówić, nie wiem jak mam się zachować, nie wiem czemu ale chyba cierpię prawie jak ty a przecież ja kompletnie jej nie znam. Przećmiewa mi delikatnie dzieciństwo, jakieś puste rozmowy z nią gdzieś na korytarzu jak się jeszcze nieznaliśmy. I kto by powiedział? Odmawiasz. Mówisz o babci, że nie powinienes teraz, że czułbyś się źle... I znowu jedziesz... i znowu mnie to boli ale już mnie nie rozrywa. i tak mi teraz znowu źle...


Black everywhere 2015-01-19

Wszystko, co działo się w moim życiu odkąd stąd wyjechałeś 17 września,w środę to czysty absurd. Przestałam żyć normalnie wraz z Twoim odejściem z tego miasta. Pan Nowy już dawno przestał być 'Panem Nowym'. Starał się, wspierał mnie, kochał mnie a ja wciąż za Twoim cieniem omotana szłam do przodu. Fajnie, że przyszedł, fajnie, że się zmacaliśmy, przelizaliśmy, że o mało co nie wylądowaliśmy w łóżku. Wszystko fajnie, fantastycznie.  Wszystko jego kosztem. A ja jak kukła, bezradna mameja, bezwiedna księżniczka, która tylko wzdycha do księcia na białym rumaku, który jakoś dziwnym trafem uciekł jej sprzed nosa. Wszystko dzieje się tak szybko, że nawet nie wiem kiedy odliczam do kolejnych świąt, żeby znowu, chociaż przypadkiem, mimochodem, gdzieś na ulicy Cię zobaczyć. Staczam się do takiego dna, że nie chcę już nawet Twojego cześć, chcę jedynie Cię zobaczyć. Zliczyłam 72 dni do kolejnych świąt, kolejnych dni, kiedy znowu tutaj będziesz. Płaczę i cierpię jeszcze bardziej. Przestało mnie zadowalać towarzystwo 'Pana Nowego', przestało mnie to śmieszyć i dawać mi to satysfakcję. Jednak nie jestem taką suką, nie potrafię taka być, przeliczyłam się. Chęć zemsty na Tobie i pokazania Ci za wszelką cenę jak to sobie świetnie bez Ciebie radzę jakoś przestała przynosić owocne efekty. Zaczęłam brzydzić się sobą, że dałam się, prawie dałam, tak łatwo żeby oczyścić ze mnie Twoje brudy. Piszę znowu. Nie wytrzymuję, nie dam się tak, kurwa, miliony wspomnień, nie wiadomo skąd roztrzaskują mi czaszkę.  MUSZĘ NAPISAĆ. Znowu Cię oskarżam, piszę jakiś naiwny szyfr słów i potok bezwiednych obwinień tylko po to, żebyś cokolwiek odpisał. Piszę, piszę. Zero rezultatów. Bez nadziei na odpowiedź od razu wyłączam komputer. Pieprzone ferie, co ja będę kurwa robić przez te jebane dwa tygodnie? Gnić i ryczeć jak to Cię nie kocham, jak to nie tęsknię? Piszesz w końcu, że jesteś i zamieram. Jesteś tu nade mną od dwóch dni, czułam to, jakoś tak kurwa czułam... Mówisz o babci, że w szpitalu, że ma raka, i nagle tyle rzeczy spada mi na głowę, że pierwszy raz w życiu nie mam co powiedzieć. Moje przereklamowane i tandetne przepraszam nic nie zmieni. Wiem to. Pan nowy naciska na mnie. Zrywam z nim kontakt... który to już raz? Chcę Ci pokazać jak bardzo możesz na mnie liczyć. Wiem przecież ile znaczy dla Ciebie Twoja babcia. Pamiętam jak płakałeś,  17 września, na tych zimnych, betonowych schodach, które wraz z nami przeżyły tyle wzniesień i upadków... Płakałeś, że się  tak bardzo boisz, że ona odejdzie a ja nie rozumiałam Twoich łez. Pamiętam jak kazałeś robić sobie kanapki z serem topionym i szczypiorkiem, tak jak robiła babcia. Potem nawet sama tak jadłam. Śmiałam się, bo przecież to takie dziecinne, a jednak nasze. I wtedy jeszcze chyba nie zdawałam sobie sprawy jak jesteś do niej przywiązany. Nigdy chyba nie zrozumiesz, że przeżywam Twój ból z podwójną silą i nie dasz mi zrobić niczego. A przecież ja tak bardzo kocham..


nie umiem nic. 2015-01-06

Czekanie zrobiło ze mnie idiotkę. Kolejny raz dałam się złapać w Twoje przyaktorzone sidła. W Twoje zatroskane słówka, które tak pięknie umiałeś ułożyć. "Zmieniłem się, nikt mi teraz nie może zarzucić, że komuś nie pomogłem", "nie było dnia żebym o Tobie nie myślał, brałem nadgodziny w pracy, żeby nie myśleć", "masz rację musimy porozmawiać, nie obiecuje że jutro ale musimy", "mam serce i wiem co to relacje z kobietami". Czekałam 3 miesiące, żeby Cię zobaczyć, były dni, że powątpiewałam, że kiedykolwiek tu wrócisz. Wróciłeś, na te jebane święta... Zostałeś tu na dwa tygodnie. Dwa tygodnie czekałam na Twój znak, żeby Cię zobaczyć. Nigdy mi nie odmawiałeś, teraz, mówiąc, że się zmieniłeś miałam nadzieję na dobre rozpatrzenie sprawy. Pan Nowy wpierdolił się z butami w moje życie, naiwny dzieciak. Zadzwonił do Ciebie żebyś wyszedł. Wyszedłeś BEZ PROBLEMU, wówczas gdy ja błagałam Cię o spotkanie przez 2 tygodnie. A tu chory, a tu kumpel, a tu matka, a tu to, a tu sramto. Wychodzę z nim na ten pieprzony korytarz i wyrzucam go stamtąd. Patrzysz na mnie z przerażeniem, cała się trzęsę, nie mogę Cię uspokoić. Mówię do Ciebie z taką nienawiścią, żalem i bólem, słysząc od Ciebie jedynie "ja nie mam nic do powiedzenia". To jest straszne! Jak to nie masz? Mówię Ci, że prawie umarłam z przerażeniem w głosie a Ty nic, stoisz i śmiejesz mi się prosto w twarz. Nie masz odwagi nawet na mnie popatrzeć. Znowu przychodzi pan nowy, drze się na cały korytarz, że wszystko słyszał, że co ja pierdolę, że czekałam 3 miesiące, że mówiłam tylko że jesteś frajerem, żebym się szła pieprzyć z Tobą jak zawsze. Wychodzi Twoja matka. Na sto procent słyszała co wykrzyczał ten idiota. Mówi, żebyś szedł do domu i słowa jak cierń niepojęte "nie masz z nią już o czym rozmawiać". Milczysz. Palisz papierosa. Idę stamtąd sama. Piszę do Ciebie, przepraszam, płaczę 2 noce. MILCZYSZ JAK GŁAZ. I Ty się zmieniłeś? Ja w to uwierzyłam? Nie otrzymałam ani słowa odkąd mnie tak potraktowałeś. A  przecież kurwa! Mówiłeś, że chcesz mnie zobaczyć. OBIECAŁEŚ! Wyjeżdżasz sobie dziś, widzę Twój wyjazd przez okno. Kurwa, jeszcze miałam tą nadzieję, zsuwam się po ścianie. Jeszcze jakaś szmata, na fejsie, publicznie, żę za Tobą tęskni.  KURWA! ONA TĘSKNI?! Kto to w ogóle jest do kurwy nędzy?!!!!!! Zabijam się powoli, nie chcę pić, nie chcę jeść, nie chcę żyć.


konfrontacja 2014-12-27

Wigilia... święta.. co to wszystko w ogóle miało znaczyć? Pakowanie prezentów nie dawało takiej radości jak dwa lata temu. Nic nie dawało radości. Ciągły płacz i ta pieprzona warga, która drżała na myśl o Tobie. Święta biegną jak w pracy. Skupiam się, żeby tylko nie siedzieć i nie myśleć. Biorę na siebie każdą robotę, żeby tylko robić cokolwiek. Atmosfera świąt - żadna. Pierwszy dzień świąt idę do kościoła. Wciąż płaczę i nie wiem czemu znowu popadam w ten dół. Nawet w kościele nie potrafię pohamować się od łez. Nie jesteśmy razem już od dwóch lat a ja wciąż czuję, jakbyśmy się dopiero rozstali. Widzę Twojego ojca, obserwuję każdy ruch i kurwa, jacy wy podobni... Muszę wyjść, wszędzie się duszę od łez. Chyba dopiero teraz poczułam jak bardzo za Tobą tęskniłam. Jakie to uczucie, kiedy jesteś zaledwie kilka metrów ode mnie a ja nawet nie mogę Cię zobaczyć. Odbieram telefon od "pana nowego", który zawsze wpierdala się tam gdzie nie trzeba. Mówił, że pisał do Ciebie. Wracasz tam, skąd przyjechałeś. Wpadam w furię, zazdrość, szok mieszany z żalem, bólem, stresem. Wychodzę. Co to za święta. Palę papierosa i układam w głowie co do Ciebie napisze. Zawsze tak jest. "frajer, idiota, męska pizda, nie napiszę do niego i koniec". Piszę, nie wytrzymuję. Skoro on, to czemu nie ja. Składam nędzne życzenia, które brzmią raczej jak żałosny bełkot. Odpisujesz odwzajemniając żałosną formułką.  Życzysz mi szczęścia w życiu i znowu coś we mnie pęka. Piszę, że Cię kocham, że łamie mi się serce. Milczysz. Przez cały czas milczysz, jakbyś totalnie wypierdolił się na mnie. w końcu odpisujesz. Gadasz coś, że tęskniłeś za domem, jesteś chory i inne tego typu pierdoły. A ja wciąż o jednym. Rozmowa płynie spokojnie, brak już we mnie tych emocji, bólu i łez. Zaczynam się uśmiechać. Nie czuję się nieswojo, wręcz przeciwnie. Nie odzywaliśmy się 3 miesiące a ja czuję, jakbyśmy dopiero wczoraj się żegnali. Dostaję wiadomość, która wprowadza mnie w szał radości, choć to nie powinno mnie wcale cieszyć.. Dobrze wiem jakim doskonałym aktorem możesz być.. Piszesz, że kumpel Cię wyjebał, że nie dotknąłeś tam żadnej dziewczyny, że karma do ciebie wraca za to jaki byłeś dla mnie, że zmieniłeś się. Jedno zdanie, które tkwi we mnie i nie może wyjść. "Nie było dnia, żebym o Tobie nie myślał." Dreszcz wszystkich emocji spływa mi po plecach. Jedno pieprzone zdanie jak hasło, zakazany szyfr, formułka, której muszę się wyuczyć na pamięć. Nikt nie odbierze mi tej radości. Piszę,że chcę się spotkać przed wyjazdem. Wszystko robię tak chaotycznie, że znowu pojedziesz, będę płakać, dusić się, cierpieć, umierać ale mimo wszystko znowu biorę na siebie ten ciężar i.. kurwa jak ja Cię kocham. Jak szaleje we mnie to szczęście, że znowu Cię zobaczę. Tysiąc razy myślę co Ci powiem, jak to wszystko będzie wyglądać. Chcę Ciebie, chcę być tak blisko, chcę się pieprzyć, jakkolwiek to brzmi. Nie z powodów fizycznych, to psychika chce znowu zaznać tą ulgę, to szczęście... Wykręcasz się między słowami, powoli, sprytnie. Boisz się, ale wiem, że tego chcesz. Chcę do Ciebie, znowu, kurwa......


Rok później 2014-12-24

`Prędzej umrę, niż przestanę Cię kochać`


 


Stało się. Wypoczęta ruszyłam z dziadkami na zakupy. Zakupy jak zakupy. Pełno ludzi, ten cały świąteczny "kogel mogel". Nie wiem nawet dlaczego ludzie są tak podjarani tymi świętami. Wszędzie aż dudni od światełek, kolęd i innych pierdół. Ale to nic. Wytrzymam. Wysiadam z auta pod domem, biorę wszystkie rzeczy. Widzę Twojego brata... Jeszcze przez chwilę zastanawiam się czy to na pewno on... Tak, to on, z Tobą... Serce podskoczyło mi do gardła, mój organizm zaczął tworzyć jakieś niepojęte rzeczy. Nie mogę Cię widzieć.  Szybkim krokiem biegnę do domu, żebyśmy się nie wyminęli. Jestem. Kręcę się w kółko i z miejsca wychodzę. Muszę zapalić, ale co mi to da. Może pójdę się napić wódki? Ale to też nie pomoże. Wróciłeś i to jest nieodwracalne. Tak bardzo za Tobą tęskniłam, że wyobrażam sobie tylko moment, kiedy leżę przy Tobie całując Twoją klatkę piersiową powoli zmierzamy do waniliowego seksu. Tak bardzo chcę Cię poczuć, że rozrywa mnie na tysiąc kawałków. Tylko muszę uciekać, żeby nie zwariować i Cię nie zobaczyć.......


 


 


"Rok mija i mi chyba trochę przykro, mimo, że kurwa nic w tym roku mi nie wyszło"


święta. 2014-12-22

I co? Są święta a Ciebie ani widu, ani słychu. Tak czekałam, tak się bałam aż w końcu zatrzymuję się z głębokim oddechem. A co jeśli już nigdy się nie zobaczymy? Jeśli to oczekiwanie to tylko iluzja? Olewam to. Niby się tym nie interesuje, idą święta, cały czas jest co robić i zapominam. Tylko nocą, kiedy kładę się spać jakoś tak pusto, smutno. Znowu chciałabym poczuć ten zapach, na przekór sobie, jakbym samej sobie chciała wbić nóż w serce. Nawet nie wiem co się z Tobą dzieje, gdzie teraz jesteś. Przemykasz mi gdzieś w głowie, między słowami, między dniami codziennymi i udaję, że Cię nie ma. Nie chcę tak żyć. Chcę znowu się z Tobą kochać, choć tak obco to brzmi. Nie chcę Cię widzieć ale panicznie tego pragnę. Nie jest to co prawda pragnienie jak kiedyś, ale zawsze jest. Myślę tylko.. Czy kiedyś się od Ciebie uwolnię? Najgorszym problemem jest pustka po Tobie, ta nudna pustka i monotonia, kiedy po prostu Cię nie ma. NIGDZIE. I to chyba jest najgorsze.. Mijają tygodnie. Jednego dnia jest lepiej, drugiego gorzej. Jakoś się wiedzie, nie najlepiej ale zawsze jakoś. Ale niczego nie da się zapomnieć, po prostu nie da. Wciąż pamiętam tą twarz, tamte chwile, ten uśmiech na twarzy. Święta tak piękne, 2 lata wstecz. Nasze początki. Ta magia. GDZIE TO SIĘ PODZIAŁO? Chcę spojrzeć Ci w oczy i po prostu zapytać, nie brakuje Ci mnie? Ani odrobiny? Tyci, tyci?


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]